6 września 2017

Zaradni Polacy w UK

Hej,hej. Jak nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze!
Jakiś czas temu odkryłam grupę na facebook'u ZARADNI POLACY W UK. Grupa która ma na celu pomóc, wesprzeć, pokazać jak oszczędzać mieszkając w UK. Kupony, rachunki,karty itp. Kto kubi dużo kupić i mało wydać? Ta grupa będzie idealna dla tych którzy mogą poświęcić chwilę czasu i zykać pare/parenascie/kilkadziesiąt funtów zniżki na następne zakupy.
Na blogu Jak wydać mniej w UK każdy znajdzie ciekawą ofertę dla siebie, a ja dzisiaj przedstawie Wam pare moich wypróbowanych sposobów na oszczędzanie.

ASDA

Kupując w ASDA nie wyrzucaj paragonów! ;) Dzięki zakupom które zrobisz bądz możesz również przejść się po parkingu szukając ów paragonów nic nie tracisz a możesz zyskać. Możesz zyskać kupony zniżkowe na kolejne zakupy w tym sklepie. Wystarczy że wpiszesz kog kreskowy z danego rachunku a strona poinformuję Cię czy masz zniżkę na kolejne zakupy. Kupon trzeba wydrukować i przyłączyć do rachunku z kórego spisywaliście kod kreskowy i gotowe. Następne zakupy będą napewno tańsze :) Więcej o kuponowaniu znajdziecie TUTAJ . Nie tylko ASDA ma kupony. Boots,Tesco, a dzięki kuponom i zniżką możecie naprawdę sporo zaoszczędzić. O tym również opowiada "Mężczyzna z kapeluszem" (The Man With The Hat na youtube) 

EMMA'S DIARRY

Emma's diary to strona typowa dla mam. Na niej znajdziecie darmowe próbki a logując się po raz pierwszy macie w prezencie mały gift dla Waszych dzieci. Również macie zniżki na różne produkty. Wystarczy tylko się zalogować i wejść w OFFERS.

BOOTS

Karta lojalnościowa z Boots to karta którą powinna mieć każda kobieta! Dzięki tej karcie, zbierając punkty możesz zrobić sobie zakupy internetowo bądź w sklepie za punkty które zebrałaś, kartę tą można zrobić sobie w sklepie. Na początku macie kawałek papieru ale później przychodzi Wam normalna karta którą podajecie w momencie płatności. Również dzięki tej karcie przy zakupach dostajemy kupony zniżkowe na następne zakupy, dany nowy produkt który w tej chwili promują w Boots bądz gazetkę z kuponami która normalnie bez karty kosztuje 1£. W gazetce nie zawsze są kupony ale również można przejrzeć nowe promocje, dane kosmetyki bądź nowe produkty które są w sklepie. Również logując się na stronie boots'a możecie się zaglogować do klubu dzieci i tym sposobem dostaniecie zniżki na produkty dla dzieci :)

SUPER SAVVY ME

Strona SUPER SAVVY ME to strona typowo z kuponami. Na podstronie HOME znajdziecie kupony na różne produkty, również darmowe próbki, ja w tym tygodniu odebrałam już darmową próbkę dtergentów. A kupony wystarczy wydrukować i zabrać ze sobą do sklepu :)

To są moje podstawowe strony do oszczędzania. Również zbieram kupony ze sklepów a później ich używam, no bo powiedzcie mi kto nie lubi dużych zakupów za małe pieniądze?
Jeśli jesteście w UK polecam Wam dołączyć do grupy ZARADNI POLACY W UK
Grupa jest przyjemna, nie ma jadu ani hejtu. Nikt nie ocenia Was ile kuponów wydajecie a "starzy wyjadacze" pomagają tym nowym w projekcie "Jak więcej zaoszczędzić". Czasy są ciężkie i trzeba sobie jakoś pomagać i trzeba oszczędzać na przyszłość. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone ma wielu ekspertów od kuponów i zakupów kuponami, wiele ludzi ma wręcz garaże zapełnione długo terminowymi produktami dzięki kuponom!
A Wy? Macie Wasz sposób na oszczędzanie? Jeśli tak to podzielcie się Waszmi sposobami, im więcej sposobów tym więcej kasy na wymarzone wakację ;)

13 sierpnia 2017

Matka na etacie.

Hej! Wieki mnie tu nie było. Zmiany,zmiany i o tym dzisiaj!
Matka na etacie! Dlaczego?Po co? Na co? Matka i to podwójna na etacie, o Chryste Panie!
Dzisiaj odpowiem Wam na najczęściej zadawane mi pytania odkąd wróciłam do pracy na etat.

Dlaczego wróciłaś do pracy?

Bo za mało benefitów dawali :P po długich rozmowach we dwoje zdecydowaliśmy się że wracam na etat do pracy.  Nie wróciłam do starej pracy tylko znalazłam nową. Wróciłam na pełen etat bo zwyczajnie nie opłaca mi się na pół etatu ;) i tak oprócz mojego etatu pracuję po godzinach.

Gdzie pracujesz?

Pracuje w Marston's, jedna z wielu fabryk piwa, re-pack itp. Ciężka fizyczna praca. Raz 8h raz 12h. Moja poprzednia praca w porównaniu z tą to pełen luz. Siniaki i pokaleczone ręce od kartonów to codzienność ;)

Jak zareagowały dziewczynki o wieści Twojego powrotu do pracy?

Bardzo dobrze. Alba to rozumna dziewczynka i wie że nie żyjemy z powietrza a Sofia jak narazie również nie wykazała większych histerii. W momencie mojego powrotu do pracy z dziewczynkami zostawał mój tato więc lepiej to przeszły. Do tego ja mam rotacyjne zmiany więc raz jestem na rano raz na popołudnie i tym sposobem możemy spędzić więcej czasu wspólnie. Gorzej jak mam na popołudnie. Wtedy z Emilio nie widzimy się przez cały tydzień.

Jak sobie radzicie w kryzysowych nocach kiedy oboje macie na rano?

Cóż, raz jedno, raz drugie. Wymieniamy się. Jedno zostaje na górze, drugie idzie na kanape. Raz mieliśmy kryzysowy tydzień kiedy końcowo przebijał się ząb i Sofia z ojcem odwalała takie histerię że to ja cały tydzień chodziłam z zapałkami w oczach do pracy. Na szczęście ząb już jest i wszystko wróciło do normy.

Jak Ty przeżywasz swój powrót do pracy?

Cóż, czasami jest ciężko, zwłaszcza w dni kiedy pracuje po 12h bądź zaraz po pracy mam lekcje hiszpańskiego, wtedy w ogóle nie widzę się z dziećmi aż do kąpieli. Czasami jest dobrze, czasami źle. Zważywszy że pracuję z samymi kobietami i już samo się wszystko napędza. Czasami mam ochotę usiąść i płakać ale trzymam się jak mogę ;).

Jak podzieliliście obowiązki w domu?

Po połowie. Każdy ma swoje obowiązki. Ja przejęłam kąpiele, obiad, pranie i ciuchy (uwieżcie mi że tego nie nawidzę i była naprawdę zawzięta dyskusja na ten temat :P ), on gary, podłogi i ogólne ogarnięcie reszty, przecież ręce mu do dupy nie urosły prawda? ;)

Co z blogiem, YT, FB?

Staram się jak najwięcej aktualizować fb. Blog, cóż, musiał poczekać na swoją kolej. Dzisiaj po raz pierwszy od miesiąca usiadłam na komputer i to tylko dlatego że musiałam dopełnić dokumenty na komputerze, z telefonu nie da rady napisać notki więc musiało poczekać. Ale blog dalej będzie i będą notki. YT, cóż, kanał Nasza Czwórka skasowałam. Nie wiem czy to był impuls czy co, ale za bardzo zaczęłam się w to angażować a bardziej popadać w paranoję "Kurwa, znowu nie mam czasu na filmik" albo "kolejna nocka zarwana by edytować" więc został mój stary kanał TUTAJ  i kiedy będę miała ochotę coś nagrać to nagram, jak nie to nie, krótko i zwięźle ;) Co do FB, aktualizuję ile mogę, ale uwierzcie mi że często zaglądam w telefon tylko by napisać do taty "jak dziewczyny" czy napisać coś do męża na messenger. 

Gdzie się widzisz w przyszłości?

Nie wiem ;) Nie planuje. Nie wiadomo co kolejny dzień przyniesie a teraz w erze Brexit'u jesteśmy sami w niewiedzy ;)

Co byś poradziła dla mam które stoją przed powrotem do pracy?

Znajdźcie dobrą opiekę i do pracy :) Chwila dla Was, pieniądze na koncie i satysfakcja. Nie będzie lekko, Sofia miała tylko 6 miesięcy jak wróciłam do pracy i musiałam zacisnąć zęby ale chyba lepiej zacisnąć zęby niż zęby w ściane bo w lodówce pusto?

A Wy? Po jakim czasie wróciłyście do pracy? A może nie wróciłyście i na 100% poświęciłyście się swoim dzieciom?
Podzielcie się Waszą historią :)

13 czerwca 2017

Prezent na dzień taty.

Siemanoooo!
"Dziękuję Ci tato za wszystko co robisz że bawisz się ze mną, na rękach mnie nosisz" (Arka Noego)



Nadchodzi dzień ojca i dzisiaj nadchodzę ja z Naszym prezentem dla najlepszego taty na świecie.
Już nie raz wspominałam że Emilio to wymarzony ojciec dla moich córek.
Nie ważne co by się działo zawsze staje na wysokości zadania.
W tym roku postanowiłyśmy zrobić mu prezent na dzień ojca wraz z PRINTU.


Książkę dla Emilio wybrałam w dwu językach. 
W jego ojczystym hiszpańskim oraz słowa które zna po polsku.
Ta opcja podobała mi się najbardziej.
Często jest tak że nie można edytować polskich napisów ale tutaj możemy edytować sobie tak jak sobie zamarzymy. Mój mąż będzie brardzo zaskoczony ;)


Zdjęcia które wybrałam do tego prezentu są naprawdę przeróżne.
My w czwórkę, oni w trójkę my we dwoje. Wybrałam zdjęcia które wiem że są ważne dla niego, w końcu to prezent dla taty.


Moje córki to są typowe córeczki tatusia. Kiedy tato przychodzi z pracy mama może iść się rzucić z balkonu a nikt nie będzie nawet o tym wiedział hehe.


A teraz opowiem Wam coś o tym jak wygląda cały proces tworzenia książki.
Książkę możecie spersonalizować pod Wasz gust.
To tylko od Was tak prawdę mówiąć zależy od tego jak ona będzie wyglądać.
Możecie ustawić sobie tło zdjęć, wpisać Wasze wiersze czy cytaty jakie tylko chcecie.


Książka przyszła w grubej oprawie i dobrze zabezpieczona. 
Ja wybrałam opcje szarą i białą a zdjęcia matowe.
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak dobrej jakości druku wiedząc że dużo zdjęć było robionych pilotem do telewizora :O 
Macie również do wyboru różnorodne oprawy, twardą, miękką bądz płótno.
Wybrałyśmy książke w rozmiarze 
25x20.



Na koniec jeszcze wspomnę o kontakcie z firmą.
Trafiłam na swoją immienniczkę Panią Paulinę która naprawdę miała bardzo dużo cierpliwości do takiego laika jak ja, krok po kroku, email po email'u tłumacząc mi cały proces tworzenia książki.
Na szczęście nie było to trudne do zrobienia.
Dodatkowo jest opcja wysyłki do Anglii co mnie bardzo cieszy. Często jest problem kiedy coś mi się spodoba nie ma opcji wysyłki do Anglii bądz jest droższa niż sam produkt.


Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na dzień ojca to ja w raz z PRINTU śpieszę Wam z pomocą.
Specjalnie dla Was mamy zniżkę na AŻ 47% przy zakończeniu zamówienia.
Czego chcieć więcej?
Fajna książka, zniżka, super prezent i szczęśliwy tato? 
;)

https://printu.pl/lp/naszaczworka/

A Wy już macie swoje prezenty na ten specjalny dzień?



8 czerwca 2017

Słodyczowy narkoman.

Cześć. 
Ta notka kosztowała mnie dużo odwagi by ją opublikować, przyznać się do czegoś z czym mam/miałam problem.
Od lat zmagam się z walką z nadmiarem kilogramów, niektóre spowodowane chorobą, niektóre lenistwem a niektóre największym uzależnieniem jakie posiadam.
Cukier. Słodycze. Czekoladki. Batoniki itp.
I nie, nie pizze, nie kebaby, nie nadmierna ilość węglowodanów a cukier.
Od lat jestem cukrowym narkomanem i dopiero nie dawno przyznałam się publicznie mojemu mężowi. Przyznałam się bo już zaczęło mnie to przerastać. Ale najpierw siadłam na ogródku, i zrobiłam rachunek sumienia sama ze sobą.
Słodkości doprowadziły mnie do obsesji, do takiej obsesji że potrafiłam wstać o 3:00 w nocy i szukać czegoś słodkiego bo inaczej bym umarła. Serio.
Ciągle w mojej głowie pojawiał się głos "No zjedz coś słodkiego" "Jak nie zjesz czegoś słodkiego to umrzesz" "Dlaczego masz się szykanować bez zjedzenia czegoś słodkiego?"
Odkąd głos w mojej głowie zaczął się nasilać zaczęłam się bać własnych myśli.


Odkąd podjęłam wyzwanie wzięcia się za siebie trzymałam się z daleka od słodyczy.
Nie kupowałam, nie kupowałam dziecku, starałam się trzymać od nich z daleka.
Zamiast tego, jadłam więcej owoców, piłam więcej wody a chęci na słodkie po jakimś czasie zanikły.
Powoli dochodziłam do celu który sobie kiedyś wyznaczyłam i nagle bah! 
Zaczynam pracować na nocki, maszyny z batonami stoją sobie i patrzą na Ciebie w stylu 
"WRZUĆ MONETĘ I ZJEDZ MNIE!"
i tu się zaczęło. Od nowa.
Jedna nocka jeden batonik, druga nocka jakieś ciasteczka i tak z górki. Na szczęście się opanowałam i z trzech nocek tylko na jednej pozwalałam sobie na coś ekstra.
Moją wymówką było "Ah, pracuje 12h potem w południę pójdę na siłkę i spalę"
I tak się bujałam.


Aż nagle zaszłam w ciążę. Pracowałam fizycznie dalej ale z polecenia położnej musiałam przestać ćwiczyć (problemy z miednicą).
Nadszedł dzień kiedy zostałam zwolniona z pracy, niesprawiedliwie...I wtedy zaczęło się okrężne koło.
Wpadłam w depresję, codziennie płakałam,miałam się za najgorszego i najbardziej chujowego człowieka na świecie. No jak mnie mogli zwolnić?!
Wtedy moim najlepszym kompanem były słodycze. Potrafiłam w ciągu dnia zjeść dwa pączki i jeszcze coś wpadło po drodze. Tłumaczyłam się cały czas że po ciąży zrzuce, raz zrzuciłam drugi raz też się uda.


Dzień po porodzie ważyłam parę kilo więcej niż przed zajściem w ciąże. Byłam mega szczęśliwa.
Już pod koniec ciąży z zalecenia lekarza jadłam coraz większe posiłki by zwiększyć masę dzięciątka wiążąc to z przytyciem 20kg w ciąży.
Słuchająć położnej i health visitor zgodziłam się na implant antykoncepcyjny.
Powoli dochodziłam do siebie po ciężkim porodzie, po ciężkim połogu, jadłam coraz zdrowiej, chodziłam na dłuższe spacery i czekałam aż lekarz da mi zielone światło na ćwiczenia.
I tu się zaczęły schody. Naglę zaczęłam tyć, nogi jak salceson, brzuch jak u ciężarnej, czułam się ociążała, zmęczona, czułam się okropnie. Wraz z implantem dostałam 20kg ekstra w gratisie.
Przeszłam załamanie nerwowe, i kto obok mnie był? A no słodycze.
Ciasteczka,lody,batoniki, słodkie bułki itp. 
Były moimi pocieszycielami, w głowie słyszałam "Zjedz coś słodkiego i tak jesteś gruba" "Jesteś otyła świnia, zjedz coś słodkiego będzie Ci lepiej" i tak non stop.


Z dość ładnej figury moje ciało wróciło prawie do tego od czego zaczynałam pare lat temu.
Załamałam się, przepłakałam pół nocy i następnego ranka powiedziałam dość.
Przecież niedługo dostane jakiejś psychozy od myślenia o słodyczach.
Przeliczyłam na szybko ile pieniędzy tygodniowo wydaję na słodycze, olaboga złapalibyście się za głowę bo przecież zamiast zjeść coś normalnego na szybkiego jadłam batona+bułke i kubeł kawy i tak żyłam przez pewien okres czasu.
Postaowiłam się wziąść za siebie, za ten akuratnio problem, bo to jest duży problem, i z tego nie zdajemy sobię sprawy dopóki na trzeźwo nie przemyślimy ile pieniędzy na to tracimy i jakie korzyści nam daje. Dużo pieniędzy i zero korzyści. Chwilowa przyjemność i dodatkowe kilogramy.
Od jakiegoś czasu zmotywowałam się by nie jeść niczego słodkiego, codziennie zapisuję sobie dokładnie czy zjadłam czy nie, a każde pomyślenie o słodkim zapijam wodą, plus wartość tego co bym chciała zjeść wrzucam do skarbonki.


Odkąd wydrukowałam sobię grafikę i mam ją przyklejoną na ścianie i widzę plusy czuję się jeszcze bardziej zmotywowana do tego by nie jeść nic słodkiego bo prawde mówiąć nic dobrego mi one nie dają. Nigdzie się również o tym nie chwaliłam, również mojemu mężowi nic nie wspominałam, dopiero kiedy zakończyłam parę tygodni bez słodyczy pochwaliłam się rezultatem. 

Bardzo duża część społeczeństwa ma problem z pożeraniem znaczącej ilości słodyczy. Dużo moich znajomych, wiele kobiet w grupach pisze że ma z tym problem i nie potrafi sobie z tym poradzić. 
STOP.
Przystopujcie, sprawdźcie tak naprawdę czy macie mały czy duży problem, zróbcie rachunek sumienia, podliczcie ile wydajecie na słodycze. 
Nadmiar cukru wywiera śilny negatywny efekt na Nasz mózg, powoduje senność, zaniki pamięci, wprowadza Nas w stres lub depresję. Powoduje ubytki w zębach oraz przyrost wagi oraz zwiększa Naszą tkanę tłuszczową, tłumi również Naszą odporność immunoligiczną.


A teraz zastanów się czy to wszystko jest warte chwili przyjemności?
Wiele lat mineło nim doszłam do punktu gdzie zobaczyłam że cukier uzależnia. Dość długą drogę przebyłam by uwolnić się od głupkowatych myśli na temat zjedzenia batonika. Sporo kasy mnie kosztowała chwilowa przyjemność gdzie tak naprawdę mogłam wydać te pieniądze całkiem inaczej.

Jeszcze na sam koniec z przyjemnością chcę Was zaprosić do mojej grupy na FB
Gdzie znajdziecie pomoc w gubieniu zbędnych kilogramów i oczywiście wsparcie w wyjściu z nałogu cukrowego.
Nie wiem jak Ty ale ja...Jestem z siebie dumna!

**wszystkie obraźliwe komentarze będą usuwane**

3 czerwca 2017

Wzięłam ślub z obleśnym staruszkiem.

Cześć. 
Z racji zbliżającej się rocznicy Naszego poznania się, (tak, to już na dniach mija 9 lat odkąd Nasze życie połączyło się w jedno) i dzisiaj chciałam po przypominać sobie stare lata wraz z "tą kontrowersyjną notką" z mojego onetowskiego bloga.
Świetlne lata temu, kiedy jeszcze byłam piękna, młoda i bez zmar pod oczami, traf chciał że jedna z moich notek wylądowała na głównej stronie onetu. Dzięki temu również zdobyłam wiele znajomości które trzymają się do dziś <3.
Wracając, dla przypomnienia może wrzuce parę fajnych komentarzy.


"Miła Paulinko ! Co Ty tam robisz, gdzie są Twoi rodzice ? Czy uważasz, że jesteś już na tyle dorosła, że możesz wiązać się z tyle lat starszym facetem ? Ja śmiem wątpić. Jesteś jeszcze dzieckiem, w tym wieku powinnaś chodzić do szkoły a nie rodzić dzieci, w tym wieku powinnaś bawić się i uczyć życia. Nie będę komentował Twojego związku bo dla mnie to żaden związek tylko normalne wykorzystywanie młodej dziewczyne przez dużo starszego faceta, to chowanie sobie opiekunki na stare lata…ja jako facet nigdy bym nie był z kobietą przy tak dużej różnicy wieku obojętnie w którą stronę. "

"jaka milosc!!!!!!!!!!!!!! to jest wyrachowanie ze strony obu stron , on kocha jej mlode cialo ona jego kase i opikunczosc, zastanawiam sie ze gdyby nagle taki stay facet zostal bankrutem , gdzie by byla milosc , napewno pojawila by sie nastepna , jestescie dziewczyny bez wstydu ze sie obnosicie z tym , to jest obrzydliwe kochac sie z wacetem ktory moze byc waszym dziadkiem lub ojcem . jak wam nie wtyd waszych rodzicow czy rodzenstawa , co ma dla was wartosc najwieksza ,,,, tylko prosze tego nie nazywac moloscia,,,,"

Na sam począteczek skomentuje sobie te dwa komentarze które pojawiły się na blogu. Oczywiście wszystko anonimowo no i z bykami ortograficznymi widocznymi na kilometr ;)
Jak już pisałam w ostatniej notce Chojrak w necie, pizda w świecie.
Zacznijmy od tego że moi rodzice nigdy nie ingerowali w mój związek, co więcej na samym początku skłamałam co do jego wieku. Tak mnie przyślepiło że nawet nie zapytałam ile ma lat a kiedy mama zapytała
Paulina ile on ma lat?
Mamo chyba 26.
Dopiero po długim czasie dowiedzieli się ile ma lat. Oczywiście wyrachowanie obu stron no bo jakby to nie było.Kiedy oboje się poznaliśmy, ja byłam durną nastolatką z kieszonkowym które zarabiałam sprzątając mieszkania po remontach i pilnowałam małego gnoja, tak gnoja bo oskarżył mnie o kradzież i bicie :O Nie miałam również zajebistego ciała ani zajebistej twarzy. Zawsze się zastanawiałam co on we mnie widział.

"Uwierzę w taką spontaniczna miłość między dwoma osobami z różnicą wieku o pokolenie, gdy przydarzy się ona dwudziestoparolatce i emerytowi(renciście) z 800zł emeryturą. Czy na tym blogu któraś się zgłosi?" 

On za to był takim bogaczem że nie wiedziałam za którą kartę do bankomatu się wziąść.
Za tą na której miał kredyt czy za tą gdzie miał zasiłek dla bezrobotnych...
I tak, posiada dom, którego do dzisiaj z przyczyn których nie bede wyjawiać jeszcze do dziś nie mogliśmy zamieszkać i tak, po latach 50% tego domu jest moje. No i ten mój bogacz 2 lata temu zapronował mi przepisanie całego domu na mnie. Ouf...jak dobrze, już szykuję papiery rozwodowe.
Wspomnę też o jego obrzydliwym ciele które jest tak zajebiście wysportowane że kiedy ściągał ciuchy do seksu szczęke zbierałam po podłodze.


"róbcie co chcecie ale patologia sie szerzy"

"To absolutnie nie jest głupota. To jest jedynie obleśne. Nie wymiotujesz jak taki stary oblech leży na tobie? Mam nadzieję że nie jesteś urażona, pytam czysto z ciekawości."

"Też tak uważam, że miłość jest ślepa, jeżeli młoda dziewczyna jest ładna to dla pięniędzy bierze sobie o 20-lat starszego faceta, no chyba że jest brzydka i nie ma powodzenia to już bierze byle co, stary nie stary byle by ją chciał."

PATOLOGIA!!!! Jak ja kocham to słowo! Odsyłam na wikipedię by sprawdzić co oznacza tak częste nadużywane słowo PATOLOGIA. O patologii również pisałam w poście Wszystko wiedzące madki polki.

"Jak pomyslę że mnie by mogło coś takiego spotkać to włosy mi siwieją – mam 46 lat mąż o 3 lata starszy i to jest normalne mamy dwoje dorosłych dzieci , wnuka ( w związku 31 lat) jest ok – a ze starcem co bym teraz robiła pierdziała w stołek albo po szpitalach jeździła , uf jak dobrze że miałam poukładane w głowie za młodu – to tyle w temacie"

Komentarze które tutaj wkleiłam to tylko część tak naprawdę wszystkich komentarzy. Oczywiście skupiając się tylko na tych negatywnych komentarzach. Aczkolwiek pozytywych komentarzy również było dość dużo i do dzisiaj wiele par do mnie piszę w sprawie zwiążku z dość dużą różnicą wieku.
Lata temu, kiedy jeszcze nie byłam odporna na codzienny hejt, te komentarze doprowadziły mnie do załamania nerwowego które skończyło się na pogotowiu, doprowadziły mnie do zwątpienia chociaż nigdy nie mówiłam tego publicznie. Na szczęście mój rozum i serce wygrał i dzisiaj świętuję swoją miłość codziennie.


Pierwsze lata Naszego związku nie należały do łatwych. 
Ja miałam totalną burzę hormonów,jestem człowiekiem z dość trudnym charakterem, za to on jest człowiekiem dość upartym. Przez wiele lat uczyliśmy się wzajemnej rozmowy, nie zatajania przed sobą problemów, czy nie rozmawiania bo lepiej iść spać "Bo on/ona nie przyznała mi racji".
Od dnia kiedy zadzwonił telefon a ja usłyszałam "Paulina, miałem wypadek, wpadłem w poślizg,dachowałem pare km gdyby to była moja pora miałbym prent wbity w serce i już bym nie zadzwonił", tego dnia biegłam w tamtą stronę, pod góre, 5km, zapłakana w deszczu...Tego dnia przyrzekliśmy sobie że nigdy nie pójdziemy obrażeni spać. I tak jest do dziś.

Wiele lat upłyneło nim doszłam do pewnego miejsca w swojej osobie gdzie czułam się spełniona sama ze sobą. Już nie robiłam awantur o byle co, nie czepiałam się z dupy o byle co, zauważyłam że mam kogoś specjalnego obok siebie a nie wroga. Z takich bądz innych przyczyn sporo lat mi zajęło bycie taką jaką jestem dziś. Uwierzcie mi że gdybyście mnie poznali tak z 10 lat temu, nikt by nie uwierzył że to ja.


Ten człowiek o którym 90% osób które go nie znały i nazywały starym, wyrachowanym oblechem trzymał mnie za ręke od dnia 09/06/2008 do dnia dzisiejszego.
Kiedy ja płakałam przy teście ciążowym on mnie trzymał za ręke.
Kiedy płakałam przez hejty to on nastawiał swojego ramienia.
Kiedy ja rodziłam jego córki, trzymał mnie za ręke od wejścia na porodówkę do momentu kiedy położyli mi na pierśi Albę a potem Sofię.
To on jako jedyny (nawet bardziej niż ja) wierzy we mnie zawsze na 100%, po mimo wielu złamanych obietnic, nie mówię tu o zdradzie, tylko o metach które ja sobie nałożyłam a czasem nie potrafiłam dotrzymać ich do końca.
Kiedy wsiadałam do samolotu po lepsze życie to on mnie wspierał, on ze mną stał i płakał, on obiecywał że będzie dobrze i jest.
To on codziennie swoimi czynami i słowami pokazuje mi swoją miłość.
To on stara się być lepszym człowiekiem dla mnie i dla Naszych córek.


Ale...żeby nie rzygać tęczą...
To on mnie wkurwia jak nikt inny :D
To jemu nie raz chciałabym przypieprzyć paletnią w łeb bo znowu coś komentuje czego nie powinien.
To on mnie doprowadza do rozpaczy kiedy zostawia swoje kłaki brodowe na umywalce w zlewie.
To przeż niego wylałam sobie czarny lakier do paznokci na sukienke ślubną :P
To przez niego mam obsesje na punkcie sprzątania. (Tak, tak ta menda mnie ganiała do sprzątania,ale szczerze mówiąć to ja byłam wielką bałaganiarą o.O).
To on mnie denerwuje swoimi wypowiedziami kiedy opowiadam mu jakieś postępy hejtowskie w moją stronę "To przestań pisać, ja nie piszę i zobacz jaki jestem szczęśliwy :P "
To on się mnie czepia kiedy deptam mu po świeżo posianej trawie :P
I tak mogłabym wymieniać i wymieniać.


Spotkanie tego człowieka było i jest najlepszym co mnie spotkało w życiu.
Gdyby nie on, nie miałabym dzisiaj dwóch wspaniałych córek, wspaniałej odwzajemnionej miłości no i zajebistego seksu nie okłamujmy się.
Przeszliśmy wiele razem, od jedzenia postnego ryżu raz dziennie bo stać Nas było tylko na rachunki i podstawowe rzeczy wtedy dla Alby, do posiadania prac które wykończyły Nas psychicznie, do wielu potyczek osobistych, do zmiany kraju, z pięknej Hiszpanii do deszczowej Anglii, do mieszkania w 15m2 we czworo, kończąc na stabilności rodzinnej.
Ale najważniejsze.
Przetrwaliśmy tak jak sobie obiecywaliśmy.
"Na dobre i na złe, zawsze razem, patrząć w tą samą strone idać wspólnie za rękę"
I tego sobie życzę na następne 9 lat <3


Kocham Cię. 
Nasza miłość zmienia się. 
Tak jak my, z każdym dniem. 
💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜
Widziałam w Twoich oczach tamten blask.
Kiedy mówiłeś kocham pierwszy raz.

25 maja 2017

Chojrak w necie, pizda w świecie.

Cześć. Ostatnio zauważyłam tendencję do bycia "Chojrak w necie,pizda w świecie".
Codziennie czytam jak to 95% polskiego społeczeństwa (tak,hiszpanie są o wiele przyjemniejsi od polaków, widzę to na profilu mojego męża gdzie np nie wpieprzają się w fakt rozszerzania dziecku diety w czwartym miesiącu, bo nie jest tak jak powiedziało WHO tylko jak powiedziała matka, w przeciweństwie do mojego prywatnego profilu) robi z siebie w internecie idealną matke, lekarza z ostatnimi najnowszymi studiami po których może zrobić diagnozę oczami na odległość przez monitor. Najswieższym przykładem są komentarze pod wpisem na Nasza Czwórka (link) każdy chojrak poleciałby naszczelać matce po mordzie, rozbił by szybę w samochodach. JUŻ TO WIDZĘ. No ale ja zamiast pisać o tym na fejsie, mogłam przecież rozbić szybę i pod szkołą dostać oklep mając małe dziecko w wózku.
Wracając...

Idealne matki! 
Oh! Od tego się roi w internecie. "Ja bym nie zrobiła tego, ja bym nie zrobiła tamtego!" "Nie nadajesz się na matkę bo tak nie można!" "Ty kurwo, nigdy nie powinnaś mieć dzieci" i od takich komentarzy się ROI, non stop. A weź coś zapytaj na internecie albo się z nim nie zgadzaj...I moje pytanie jest następujące...Kiedy te matki spędzają czas ze swoimi dziećmi? Zaraz mi powiedziecie, Hello, Ty też dużo postujesz...Oczywiście, ale większość moich postów jest planowana w nocy, bądz wstaje wcześniej i je planuje. Czasem udaje mi się wrzucić coś w czas bo np Sofia się zajmuję sobą a kiedy śpi na mnie mam chwilę poprzeglądać . Wspominam tu o matkach które klepią non stop komentarze, w jednej grupie od 6:00 rano kiedy się pojawił post 10 kobiet do godziny 18:00 naklepały 3k komentarzy. Gdzie są dzieci? Pewnie przy tych tabletach KTÓRYCH ONE NIGDY DZIECIOM NIE DAJĄ. Oczywiście również nie wsadzają do chodzików, nie dają oglądać TV albo totalny samopas.


Bitwy słowne o współprace blogowe z firmami. 
Tak, takie bitwy istnieją i naprawdę można się pośmiać jak sto babek jakby mogły się pozabijać przez monitor o jeden krem na zmary pewnie by to zrobiło. I nie tylko o kremy. Duzy % blogów zwłaszcza tych które są od niedawna polegają tylko na tym "Jak zgarnąć najwięcej rzeczy za darmo" . NO PRZECIEŻ MI SIĘ NALEŻY! Kiedyś, w ramach wymiany kontaktów współpracowych chciałam się wymienić kontaktami z innymi blogerkami. Zostałam zwyzywana od złodziejek, pazerniaków,biedaków itp. Serio? Nie chcecie ekstra pieniędzy zamiast jakiś tam produktów? Spoko, ja sobie kupie z moich własnych współprac. Pytałam parę razy, do dnia dzisiejszego napisała do mnie JEDNA dziewczyna pisząc "Paulina, ja się chętnie z Tobą podziele bo każda ma prawo do posiadania tych emaili do firm". Tak to wygląda. Jeśli widzicie na blogach recenzje,recenzje,recenzje i nic kupione za swoje pieniądze to pamiętajcie że 95% tych opini napewno bedzie pozytywna no bo przecież "Jak napiszę złą recenzje to nie dostanę nic więcej!" 



Chorobowe diagnozy w internecie.
To już totalny brak mózgu, oczywiście według mnie. No tak, 100 osób będzie lepiej wiedziało niż lekarz, sama ostatnio pisałam na Nasza czwórka (link) o tym jak zwątpiłam w lekarza ale później oficjalnie przyznałam się do mojego błędu. Ale...podważyć raz decyzję lekarza a wrzucać non stop zdjęcia chorego dziecka pytając "Co dolega mojemu dziecku?" To chyba lekka przesada. Jeśli nie ufasz swojemu lekarzowi zmień lekarza, idź na pogotowie, idź prywatnie, ale do przestań pytać na internecie!!!!! Więcej krzywdy niż pożytku z tego.A jak czytam komentarze to cycki mi jeszcze bardziej opadają.

Życzenie śmierci bądź obiję Ci mordę.
Również dość częsty przypadek w internecie! Nie wiem czy wiecie ale w internecie te groźby są również karalne, ktoś zrobi screen, zgłosi groźby karalne i czeka grzywna, a jak ktoś jest mądry to i sprawa w sądzie.
To samo z ostatniego zamachu w Manchester na koncercie Ariana Grande, komentarzu typu
"Dobrze że Polską się nie interesują", serio?????? To co, Nasze życie, ludzi za granicą jest mniej warte niż ludzi w Polsce? 
Kolejnym przykład: Chłopak się maluję, robi to zajebiście. Lepiej niż 30% kobiet na tym świecie, i jakie widzimy komentarze? "Pedalisko", "Ty kurwo" "zdechnij pedale" "Ty skurwysynie zdechnij" "Zeby Cię kurwo przejechał samochód" "Twój stary napewno jebał Cię za dziecka w dupe swoim chujem" "Trzeba przywrócić obowiązkowo wojsko"! Zapewne wielcy patrioci nie zdają sobie sprawy że w wojsku TEŻ JEBIĄ SIĘ W DUPĘ!

Na dzień dzisiejszy stwierdzam że internet wyrząda naprawdę dużo krzywdy, a przynajmniej spacza ludziom normalne myślenie.
Jestem ciekawa czy w prawdziwym życiu taki chojrak podszedł by do takiej osoby i powiedział jej to w twarz.
AAAAA, no nie! Przecież by mu mordę obili. Lepiej być chojrakiem w necie i pizdą w świecie.
Jesteśmy anonimowi w intrnecie, tak Nam się wydaje. Ale nie. Nie jesteśmy. Nawet ja, ta nieogarnięta w tematach statystyk itp wiem kto piszę "piękne" anonimowe komentarze które mnie wyzywają, grożą mi bądź mojej rodzinie.
Za nim coś skomentujesz, użyj mózgu i postaw się na miejscu tej drugiej osoby.


Dziękuję za uwagę.

20 maja 2017

Czy warto emigrować do Hiszpanii?



Cześć!
Od wielu, wielu lat jestem emigrantem. Tak naprawdę od ponad 11 lat przebywam poza granicami mojego kraju. Z Polski do Hiszpanii z Hiszpanii do Anglii.
Przez tę parenaście lat, zdąrzyłam nauczyć się żyć poza Polską, poznać zalety i wady obydwu krajów, przeanalizować za i przeciw.
Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi Hiszpanii.
W Hiszpanii przeżyłam coś ponad 9 lat. Poznałam miłość swojego życia,tam urodziłam swoją pierwszą córkę, wzięłam ślub. Mieszkaliśmy większość czasu dość blisko morza. W apartamencie rodzinnym mieliśmy 5 min spacerem do morza.
Wydaję się marzeniem każdego człowieka prawda?
To tylko część pozytywnej strony Hiszpanii, do pozytywnej części możemy zaliczyć klimat, dość orginalne jedzenie, otwartych ludzi, życie zaczynające się o godzinie 22:00, bar w którym zamówisz piwo i dostaniesz ciepłą przystawkę do niego. Wieczorne spotkania rodzinne w barach, ogniska na plaży (chociaż nie we wszystkich częściach Hiszpanii dozwolone). Ale jak jest naprawdę?
Kiedy ja przyjechałam do Hiszpanii powoli, po cichutku zaczynał się kryzys ekonomiczny. Pracy w Naszej mieścinie było bardzo mało. Parę lat wcześniej magazyny szukały kobiet do pracy na ulicy, (serio).  Zaczęł podupadać interesy rodzinne, bary, sklepy itp.
Hiszpańska ekonomia postawiła wielkie parcie na budowy mieszkań, mieszkań które tak naprawdę nie były wart swoich cen. Przykładem jest dom który zakupiła osoba z rodziny mojego męża gdzie w 2008 roku wzięła kredyt na 150tyś a  na dzień dzisiejszy dom jest wart ok 50-60tyś, w drugiej lini od morza, dwa pokoje, taras i wspólny basen. Tak naprawdę od roku 2010 mieszkania już były budowane z najgorszych materiałów, po najniższych cenach.  Kiedyś wspominałam zresztą to kiedy mieszkaliśmy w jedym mieszkaniu gdzie ściany w środku miały karton i słychać było nawet pierdnięcie sąsiada.
Kolejnym krokiem do kryzysu był przypływ emigrantów z Rumunii, Afryki, Maroka. Wiem, to zabrzmi jak rasizm ale to nie jest rasizm tylko realistyczne spojrzenie na rynek pracy. Większość przedsiębiorstw, wolała przyjąć kogoś z tych trzech wymienionych krajów niż rodowitego hiszpana. Dlaczego? Hiszpan chce umowę, ubezpieczenie, minimalną stawkę za godzinę pracy. Almeria (tam gdzie my mieszkaliśmy) utrzymuję się przede wszystkim z rolnictwa pod folią, człowiek z wżej wymienionych krajów pójdzie pracować pod folię (defacto nawet dochodzi do 50'C w lecie) za przykładowe 5E, bez ubezpieczenia, bez umówy, na czarno, hiszpan raczej nie pójdzie za tą stawkę do tak ciężkiej pracy. Jest to naprawdę ciężka praca, miałam tę "przyjemność" by pracować pod folią.
Kolejnymi krokami do jednego z największych krzysów gospodarczych w Hiszpanii była i jest korupcja państwa. Ratowanie pywatnych banków (wtf 8 milionów z pieniędzy podatników na prywatny bank, bo dyrektor banku jest kolgą prezydenta), co chwilę we wiadmościach można przeczytać kto tym razem trafił do więzienia, jeśli macie chwilę bądź jesteście ciekawi poczytajcie o sprawie "Tarjetas black/negras" gdzie dużo polityków wyznawało zasadę "Chulaj duszo ile wlezie i tak mnie nie przyłapią" no jednak ich przyłapali!
Pomoc socjalna jako taka nie istnieje, prznajmniej na codzień jak w Anglii (working tax,child tax credit,child benefit itp), przez 9 lat mieszkając w Hiszpanii i mając córkę z rodowitym hiszpane dostaliśmy 250E, uaaaaa, no szalej duszo. Również odmówili Nam tzw becikowego (2500E), jednak wiele rumuńskich rodzin które nie miały prawa do becikowego go dostali. Jakim cudem? Nie wiem. Rówież z pomocami socjalnymi (ayuda al desempleado, paro) hiszpańskie urzędy dali tzw dupy. Skoro ktoś nie pracuje,przyjechał dopiero co do kraju i odrazu dostaje na ręke 426E plus objęcie opieką zdrowotną to jak kraj ma pociągnąć. Plus kolejnym naciąganiem pieniędzy to bycie na samo zatrudnieniu. W Anglii są to bardzo małe koszta miesięcznie ok 7F a w Hiszpanii? 300-500E, to jak ma człowiek pociągnać swój nowy interes skoro dopiero zaczyna?
Jeszcze wspomnę o edukacji. Szkoła owszem jest darmowa, publiczna ale to jak zdzierają z rodziców kasę na podręczniki to się w głowie nie mieści. Wyobrażacie sobię zapłacić 300-400E za wyprawkę dla trzy latki? Za "podręczniki" które ja w domu mogę wydrukować za psie pieniądze?Albo prosić o nowe kredki co miesiąc gdzie w klasie jest 20 dzieci i każdy przynosi nowe opakowanie kredek? Nie wiem co oni robią z tymi kredkami ale Alba intensywnie rysując dzień w dzień, min ma kredki na miesiąc dwa. Owszem kiedy idzie się do szkoł podstawowej, dostaje się tzw cheque libro no ale pokrywa ono dość małą część pieniężną związaną ze szkołą.
Podsumowując,podczas całego kryzysu który wciąż trwa, ludzie potracili biznesy życia, znaleźli sie na ulicy, potracili domy, nie mieli co do gara włożyć (my również nie mieliśmy) a przede wszystkim stracili życie. Wyobrażacie sobie płacic kredyt przez 20 lat, łapie Was kryzys, nie macie z czego płacić, bank przejmuje Waszą własność, daje pod młotek a Wy zostajecie z resztą kredytu i pod mostem?
Takie są realia życia w Hiszpanii. Myślicie że gdybym nie musiała to wyjeżdzałabym do Anglii? Niestety, morze i krajobrazy nie wyżywią rodziny.
Tym postem chciałam Wam przedstawić aktualną sytuację w Hiszpanii oraz powody dla których zdecydowaliśmy się na emigracje :)
Czy wrócimy?
Nigdy nie mów NIGDY ;)

10 maja 2017

Angelcare Soft Touch Baby Bath Support Recenzja.

Hej! 
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją czegość co w sumie uratowało mój krzyż od klęski.
Mowa tutaj o Angelcare soft touch baby bath support.
Jest to plastikowo-sylikonowa wkładka do wanny bądź wanienki. 
Według producenta jest ona odpowiednia od narodzenia dziecka wzwyż. Idealnie pasuje do standartowej wanienki dla dziecka.
Posiada ona antypoślizgowy sylikon na dolnych krawędziach tak by wkładka nie ślizgała się po powierzchni wanny. Na przodzie również posiadamy wskaźnik poziomu wody.
Jej sylikonowy materiał na którym opierają się plecki dziecka jest dość solidnie wykonany, dzięki dziurkom przepływa powietrze, oraz nie odbija się ona na pleckach dziecka.
Jej koszt to ok 30£


*zdjęcie pochodzi z głownej strony producenta*

Wkładkę kupiłam ze względu na Sofii awersję do kąpania się w wanience. (Uwierzcie że w wanience kąpała się pięć razy). Zazwyczaj kąpałam ją pod prysznicem razem ze mną na rękach. Jednak po pierwsze prawie mi krzyż pękł po drugie bezpieczestwo dziecka tu jest najważniejsze a pod prysznicem łatwo o szybki śmiertelny wypadek.
Posiadamy niebieską wkładkę i pierwsze podejścia do niej były totalną klapą. Nawet wspominałam mężowi o tym że chyba ją sprzedam bo Sofii się nie podoba. Błąd! To ja źle robiłam ;)
Oparcie sylikonowe trzeba troszkę nacieplić, jeśli posiadacie małe dzieci to wiecie że nie lubią zimna to raz a dwa, w kabinie prysznicowej łatwo o polanie dziecka po buzi wodą. (Tak, tak taka ze mnie niezdara) i dodatkowo Nasza kabina prysznicowa była bardzo mała.

Wkładka była strzałem w 10! Naprawdę!
Od kiedy mamy wanne (oh,yeaaaaah!) Sofia spędzałaby w wannie godziny.
Uwielbia leżeć na swoje podkładce, w wannie, kiedy mama polewa kubeczkiem a ona w tym czasie nogami robi wielkie tsunami :D
Podkładka jest tak skonstruowana że nie giba się dziecko na boki, nie ślizga plus nie ma prawa wyślizgnąć się dołem. Również będzie ona idealna kiedy Sofia już siądzie. Teraz kiedy próbuje siadać w wannie na wkładce widzę że wkładka idealnie utrzymuje jej równowagę.
Kolejnym i ogromnym plusem tej wkładki jest możliwość kąpania dziewczyn razem. 
Ile radości,pisków i powodzi w łazience to sobie nie wyobrażacie :)
Podsumowując:
Po mimo pierwszego zniechecenia, jesteśmy jak ajbardziej zadowoleni z Naszej wkładki do wanny.
Nie jest ona aż tak tania ale warta swojej ceny ;)

A Wy? Znacie? Posiadacie?

25 kwietnia 2017

Moje błędy wczesnego macierzystwa.



Cześć. Naraże się i mocno tą notką ale...dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o kulisach mojego młodego macierzyństwa. Wiele mam nigdy w życiu nie przyzna się do porażki macierzyńskiej chociaż swoich czynów nie zaliczam do porażek aczkolwiek do błędów niewiedzy, nie młodego wieku.
1. Przez pierwsze dwa miesiące woziliśmy Albę w gondoli w samochodzie bo nie wiedzieliśm że istnieje coś takiego jak fotelik i baza. Kiedy kupowaliśmy wózek (o zgrozo w sklepie koleżanki teściowej a to samo za siebie mówi) ekspedientka powiedziała Nam że wszystko jest w wózku i nie potrzeba Nam kupować czegoś ekstra. Dopiero kiedy zauważyłam że coś musi nie grać "Przecież to jest za wielkie, nie ma jak umocować pasów" zrozumiałam że to nie jest coś odpowiedniego do wożenia dziecka. A najlepsze...W foteliku samochodzowym wynieśliśmy ją ze szpitala.
2. Alba również cierpiała na kolki, zaparcia i bóle brzucha. Wreszcie poszłam do apteki, dostałam proszek (do dziś pamiętam jego nazwe Eupeptina :O), szczęśliwa że moje dziecko wreszcie przestanie cierpieć...Mądra ja zamiast przeczytać ulotkę, "Dodać do jednego karmienia dziennie", przez cały dzień dodawałam jej po łyżeczce do każdej butelki z mlekiem...Nie pytajcie co się stało w nocy...Powiem tylko że kupa...wypływała z łóżeczka. Na szczęscie jej nie zaszkodziło.
3. Szykowałam arsenał butelek na całą noc. Nigdzie na mleku nie pisało że mleko może stać najdłużej dwie godziny od zrobienia. Stały sobie całą noc a jak tylko Alba wstała, podgrzewałam w mikrofalówce i gotowe. Że moje dziecko nie miało sraczki po tym to się dziwie. Jedyne o czym wiedziałam to to że jak już raz podasz butelkę nie wolno jej podawać spowrotem, nawet jeśli dziecko wypije tylko pół ponieważ w trakcie ssania łączy się ono ze śliną i traci swoją wartość.
4. Kiedy Alba już siadła, (6 miesięcy) czas później, teściowie sprezentowali Nam chodzik...Mój mąż wsadził przeszczęśliwą Albę w chodzik, ja poszłam do łazienki a co zrobiła Alba? Zjadła czekolade ze stołu. Calusieńką. Ja nie wiem jak ona to zrobiła w tak krótkim czasie. Jednak jej twarz mówiła za siebie. Była przeszczęśliwa.
5.  Karmienie piersią...Nie karmiłam z własnego kaprysu. Kiedy urodziłam i zaczęły się wizyty...(wiecie, gdyby zależało od mojej teściowej to by pewnie pół miasta przyszło zaraz po porodzie), wszystkie, ale to wszystkie koleżanki mojej teściowej zaczęły mi wsadzać ręcę w cycki. Doznałam szoku, zażenowania, wstydu i to mnie zniechęciło do karmienia piersią. Kiedy każdy dotyka Twoich piersi, dopiero co urodziłaś, chcesz chwilę spokoju, wszystko Cię boli a tu wycieczki żeby zobaczyć Twoje cycki...no nie. Nie uważam tego za jakąś porażke, chociaż twierdzę że mogłam po ty bardziej się postarać o kamienie piersią. 
6. Stawiałam na nóżki. Podstawowy błąd wielu matek, tak tak, zdaję sobię sprawę. Czasu już nie cofnę i zostaje mi tylko wierzyć że w przyszłości nie będzie to miało negatywnego wpływu na jej zdrowie. 
7. Kiedy rozszerzyłam diete nie podawałam wody. Aaaa, do dziś cierpię przez własną głupote. Alba bardziej woli napoje jak wodę. Wtedy podawałam jej soczki, niby naturalne ale nie wodę. W tej chwili idzie Nam coraz lepiej z piciem wody ale wcześniej kiedy do obiadu stawiałam jej szklankę wody...o zgrozo była histeria.


Po mimo tych wszystkich błędów, których się nie wstydzę moje dziecko jest szczęśliwe i nie stała się żadna tragedia. To jest część błędów które pamiętam. Muszę się również przyznać że kiedy Alba się urodziła, nie miałam takiego dostępu do internetu jak dzisiaj, nie wiedziałam nawet że istnieje coś takiego jak google.pl żeby sprawdzić czy coś robię dobrze czy źle. 
Starałam się jak najlepiej to robić chociaż z małymi błędami.
Ale...kto w dzisiejszych czasach jest idealny?
A Wy? 
Jakie błędy popełniliście w macierzyńtwie?
Na koniec jeszcze linkuje Wam mój filmik na temat młodego macierzyństwa.

28 marca 2017

10 rzeczy które warto wiedzieć o Hiszpanii.

Cześć.
Ostatnio pisałam Wam na temat 10 rzeczy które warto wiedzieć o Anglii a dzisiaj opowiem Wam 10 rzeczach które warto wiedzieć o Hiszpanii.

1. Brak zmiany nazwiska po ślubie.
To jedna z najbardziej zaskakujących rzecz o którą ludzie się mnie pytają kiedy przedstawiam się z imienia i nazwiska. "Ale dlaczego Ty wciąż posługujesz się panieńskim nazwiskiem?", to samo usłyszałam podczas kiedy spisywała Nas straż miejska w Polsce (długa historia :D ). W Hiszpanii, po ślubie nie przyjmuje się nazwiska po mężu. Zostaje się przy swoim nazwisku. Przy okazji wspomnę że hiszpanie posiadają dwa nazwiska. Pierwsze ojca,drugie matki, chociaż pare lat temu weszła ustawa w której rodzice mogą zdecydować w kolejności alfabetycznej. Często nazwiska się powtarzają. Wielką niespodzianką dla mnie było kiedy poszłam do lekarza a moja lekarka miała na nazwisko Rodriguez Rodriguez.

2. Siesta.
Wbrew pozorom to nie jest okaz lenistwa jak większość ludzi myśli na tym świecie. Siesta powstała kiedy jeszcze dawno temu nie było klimatyzacji. Siesta była/jest przerwą w pracy podczas upalnych miesięcy. Nie porównujmy polskich upałów do hiszpańskich,. Od godziny 14:00 nie znajdziesz żywej duszy na  mieście, plaży, pasażu itp. Temperatury w godzinach szczytowych  tj 12:00-16:00 potrafią dojść nawet do 43'C. Tak naprawdę życie w Hiszpanii zaczyna się grubo po 22:00 :) W  Naszej mieścinie, Roquetas de Mar, praktycznie nie użyczysz sklepów otwartch przed 09:00, za to są otwarte do późnych godzin ;).

3. Tapas.
To jedno z najfajniejszych rzeczy które znajdziecie w Hiszpanii, a najbardziej w Andaluzji.
Tapas to dodatek do alkoholu, napoju bądz nawet wody. Również można zamówić sobie ekstra tapas za 1E. Tapas to małe talerzyki z jedzeniem, tzw przystawki do napoju. W wielu miastach Andaluzji kelnerzy dają Ci wybrane przez bar tapas, w innych możesz sobie wybrać to co tylko jest w karcie. Zazwyczaj do wyboru mamy: kalmary,paella, żółty ser, oliwki, jamon serrano, ośmiorniczki, chorizo itp. Bardzi typowe hiszpańskie jedzenie. Są również kotleciki w bułce, małe zupki. Moim najfajniejszym odkryciem był moment kiedy zamówiłam sobie chorizo i kelner podpalił mi chorizo a ono płoneło. Zazwczaj tapas jest już wliczone w spożyty napój.

4. Przedszkole i szkoła.
W Hiszpanii dzieci mogą iść w każdym wieku do przedszkola od 0 do 3 lat. W wieku 3 lat idą już do szkoły. Jeśli nie przekraczasz 14tys euro rocznie dostaniesz 100% dofinansowania do przedszkola. Od 09:00 do 17:00. To jest plus. Za to wielkim minusem w Hiszpanii jest szkoła, a przede wszystkim opłaty jakie musisz uiszcać w momencie gdy Twoje dziecko idzie do szkoły. Kiedy Alba poszła pierwszy raz do szkoły, za jej "podręczniki" zapłaciliśmy ponad 300E. Dziecku które miało lat 3. Do tego wiecie jak wyglądały te podręczniki? To były rysunki do pomalowania, takie które za grosze możesz sobie wydrukować w domu. Bardzo wielki minus.

5. Locutorio.
Locutorio to miejsce gdzie możesz zadzwonić za grosze z kabiny telefonicznej, możesz wydrukować, puścić fax bądz skorzystać z internetu. Internet kosztuje ok 1E za godzine. Jeszcze 5 lat temu było wielkie bum na locutorio, gdzie nie rzuciłeś kamieniem było locutorio, teraz już w erze smartfonów, iphonów i taryf gdzie za grosze możesz korzystać z internetu non stop, wiele takich miejsc poprostu splajtowało.

6. Invernadero.
Invernadero to plastikowa "szklarnia". Z lotu ptaka bądz samolotu człowiek myśli że to morze ale to koło morza nie stało. Są to miejsca gdzie "rolnicy" sadzą warzywa,owoce. Praca w invernadero o najcięższa praca jakąkolwiek miałam i z jakąkolwiek się spotkałam. Stanie 12h w nocy w chłodni to był pikuś. Pod invernadero dochodzi nawet do 50'C. Zazwczaj jest to praca na kolanach, trzeba się non stop schylać i na dodatek nie jest to praca dobrze płatna. Były okresy kiedy "rolnicy" oferowali 3E za godzine.

7. Język hiszpański.
Język hiszpański to czołowy język na świecie. Aktualnie język hiszpański jest językiem urzędowym aż w 23 krajach świata. Język hiszpański jest dośyć dziwnym językiem. Np. H w języku hiszpańskim jest nieme, J czytamy jako H. Większość hiszpanów nie potrafi dobrze wypowiedzieć słowa Spiderman, zazwyczaj wypowiadają je jako Espiderman. Hiszpanie również znani są z tego że szybko mówią, często wręcz bulgoczą a dużo osób nie zna tak naprawdę swojego języka.
(Za tydzień pojawi się pierwszy filmik z nauką hiszpańskiego na moim kanale ;) serdecznie zapraszam do subskrybowania, -> TUTAJ <-)

8. Corrida.
To najbardziej brutalna tradycja jakąkolwiek miałam "przyjemność" zobaczyć. Zabijanie, znęczanie się, krzywda dla rozrywki. Byk, zostaje wypuszony na Plaza de Toros i tam ważny toreador wbija mu strzały, przy tym "tańcząc, wygibując się", nawet nie wiem jak to określić, na sam koniec dostaje szable i jeśli mu się "poszczęści" i wbije mu idealnie w kręgosłup zachaczając o serce plus byk umrze odrazu wtedy w nagrodę oprócz wynoszenia go przez tłum dostanie odciete uszy oraz ogon. Jeśli nie wbije idealnie tej szabli wtedy będzie męczył byka aż padnie, bądz gdy będzie padł wbije mu mały sztyblet w mózg. Aż nie mogę o tym pisać. W corridach również są wykorzystywane konie, wtedy torrador "walczy" z bykiem z wysokości konia. Okrutne. Kiedy byłam na corridzie, zaraz po przyjeździe do Hiszpanii to było dla mnie bardzo traumatyczny. A wiecie co robią hiszpanie podczas przerwy gdzie cała Plaza de Toros jest we krwi byka? Wyciagają wino, kanapki i jedzą na widowni...Bez komentarza...

9. Semana Santa.
O tym również muszę wspomnieć w swoim poście. Po mimo iż nie jestem osobą wierzącą, jest to za razem coś pięknego jak i przerażającego. Typowe dewoty, które płaczą do figurki, mężczźni którzy niosą na swoich barkach różne dziewice, Jezusa, bądz kogokolwiek innego. Wyobrażacie sobie że takie figurki są ozłocone, niektóre nawet warte miliony. Ludzie,przygotowywują się cały rok, ćwiczą noszenie, szykowanie, ubieranie. Również ubió jest bardzo specyficzny dla tego dnia. Kobiety zazwyczaj idą w czarnych sukienkach,mają czarne welony dopięte na specjalny grzebień. W wielkich miastach jest to atrakcja roku, aczkolwiek jeśli chcecie przeżyć i nie zostać podeptanym itp, polecam iść w procesji w małym miasteczku.

10. Kryzys.
Wiele, wiele osób do dziś pyta się "Dlaczego opuściłaś Hiszpanię?" Ja bym tak pięknego kraju nie opuścił...
W tej chwili w Hiszpanii jest ponad 5 milionów osób bezrobotnych. Ludzie nie mają za co żyć, banki zabierają domy a każą spłacać kedyty, ludzie się wieszają, zabijają,okropne. Nie ma pomocy finansowej dla dzieci, dla osób starszych, a w polityce jest totalny młyn. Myślicie że gdybyśmy oboje pracowali wyemigrowalibyśmy do Anglii? No na chłopski rozum, nie. W ostatnich latach bycia w Hiszpanii uwierzcie mi że 3/4 miesiąca ja i mój mąż jedliśmy postny ryż żeby Albie nieczego nie zabrakło. Niestety morzem i plażą nie wykarmisz dzieci. Zawsze można jechać na wakacje :)


A Wy? Znacie jakieś ciekawostki z Hiszpanii?
Która Was najbardziej zaskoczyła?
Dajcie znać :)
Jeśli masz w planach zostawić budujący komentarz i
posiadasz bloga, zostaw linka. Chętnie zajrzę.
Komentarze typu ŚŁIT BLOG będą kasowane.

YOUTUBE

Popular Posts

copyrigth_by_pau. Obsługiwane przez usługę Blogger.

YOUTUBE

Blogroll