13 czerwca 2017

Prezent na dzień taty.

Siemanoooo!
"Dziękuję Ci tato za wszystko co robisz że bawisz się ze mną, na rękach mnie nosisz" (Arka Noego)



Nadchodzi dzień ojca i dzisiaj nadchodzę ja z Naszym prezentem dla najlepszego taty na świecie.
Już nie raz wspominałam że Emilio to wymarzony ojciec dla moich córek.
Nie ważne co by się działo zawsze staje na wysokości zadania.
W tym roku postanowiłyśmy zrobić mu prezent na dzień ojca wraz z PRINTU.


Książkę dla Emilio wybrałam w dwu językach. 
W jego ojczystym hiszpańskim oraz słowa które zna po polsku.
Ta opcja podobała mi się najbardziej.
Często jest tak że nie można edytować polskich napisów ale tutaj możemy edytować sobie tak jak sobie zamarzymy. Mój mąż będzie brardzo zaskoczony ;)


Zdjęcia które wybrałam do tego prezentu są naprawdę przeróżne.
My w czwórkę, oni w trójkę my we dwoje. Wybrałam zdjęcia które wiem że są ważne dla niego, w końcu to prezent dla taty.


Moje córki to są typowe córeczki tatusia. Kiedy tato przychodzi z pracy mama może iść się rzucić z balkonu a nikt nie będzie nawet o tym wiedział hehe.


A teraz opowiem Wam coś o tym jak wygląda cały proces tworzenia książki.
Książkę możecie spersonalizować pod Wasz gust.
To tylko od Was tak prawdę mówiąć zależy od tego jak ona będzie wyglądać.
Możecie ustawić sobie tło zdjęć, wpisać Wasze wiersze czy cytaty jakie tylko chcecie.


Książka przyszła w grubej oprawie i dobrze zabezpieczona. 
Ja wybrałam opcje szarą i białą a zdjęcia matowe.
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak dobrej jakości druku wiedząc że dużo zdjęć było robionych pilotem do telewizora :O 
Macie również do wyboru różnorodne oprawy, twardą, miękką bądz płótno.
Wybrałyśmy książke w rozmiarze 
25x20.



Na koniec jeszcze wspomnę o kontakcie z firmą.
Trafiłam na swoją immienniczkę Panią Paulinę która naprawdę miała bardzo dużo cierpliwości do takiego laika jak ja, krok po kroku, email po email'u tłumacząc mi cały proces tworzenia książki.
Na szczęście nie było to trudne do zrobienia.
Dodatkowo jest opcja wysyłki do Anglii co mnie bardzo cieszy. Często jest problem kiedy coś mi się spodoba nie ma opcji wysyłki do Anglii bądz jest droższa niż sam produkt.


Jeśli nie macie jeszcze pomysłu na dzień ojca to ja w raz z PRINTU śpieszę Wam z pomocą.
Specjalnie dla Was mamy zniżkę na AŻ 47% przy zakończeniu zamówienia.
Czego chcieć więcej?
Fajna książka, zniżka, super prezent i szczęśliwy tato? 
;)

https://printu.pl/lp/naszaczworka/

A Wy już macie swoje prezenty na ten specjalny dzień?



24

8 czerwca 2017

Słodyczowy narkoman.

Cześć. 
Ta notka kosztowała mnie dużo odwagi by ją opublikować, przyznać się do czegoś z czym mam/miałam problem.
Od lat zmagam się z walką z nadmiarem kilogramów, niektóre spowodowane chorobą, niektóre lenistwem a niektóre największym uzależnieniem jakie posiadam.
Cukier. Słodycze. Czekoladki. Batoniki itp.
I nie, nie pizze, nie kebaby, nie nadmierna ilość węglowodanów a cukier.
Od lat jestem cukrowym narkomanem i dopiero nie dawno przyznałam się publicznie mojemu mężowi. Przyznałam się bo już zaczęło mnie to przerastać. Ale najpierw siadłam na ogródku, i zrobiłam rachunek sumienia sama ze sobą.
Słodkości doprowadziły mnie do obsesji, do takiej obsesji że potrafiłam wstać o 3:00 w nocy i szukać czegoś słodkiego bo inaczej bym umarła. Serio.
Ciągle w mojej głowie pojawiał się głos "No zjedz coś słodkiego" "Jak nie zjesz czegoś słodkiego to umrzesz" "Dlaczego masz się szykanować bez zjedzenia czegoś słodkiego?"
Odkąd głos w mojej głowie zaczął się nasilać zaczęłam się bać własnych myśli.


Odkąd podjęłam wyzwanie wzięcia się za siebie trzymałam się z daleka od słodyczy.
Nie kupowałam, nie kupowałam dziecku, starałam się trzymać od nich z daleka.
Zamiast tego, jadłam więcej owoców, piłam więcej wody a chęci na słodkie po jakimś czasie zanikły.
Powoli dochodziłam do celu który sobie kiedyś wyznaczyłam i nagle bah! 
Zaczynam pracować na nocki, maszyny z batonami stoją sobie i patrzą na Ciebie w stylu 
"WRZUĆ MONETĘ I ZJEDZ MNIE!"
i tu się zaczęło. Od nowa.
Jedna nocka jeden batonik, druga nocka jakieś ciasteczka i tak z górki. Na szczęście się opanowałam i z trzech nocek tylko na jednej pozwalałam sobie na coś ekstra.
Moją wymówką było "Ah, pracuje 12h potem w południę pójdę na siłkę i spalę"
I tak się bujałam.


Aż nagle zaszłam w ciążę. Pracowałam fizycznie dalej ale z polecenia położnej musiałam przestać ćwiczyć (problemy z miednicą).
Nadszedł dzień kiedy zostałam zwolniona z pracy, niesprawiedliwie...I wtedy zaczęło się okrężne koło.
Wpadłam w depresję, codziennie płakałam,miałam się za najgorszego i najbardziej chujowego człowieka na świecie. No jak mnie mogli zwolnić?!
Wtedy moim najlepszym kompanem były słodycze. Potrafiłam w ciągu dnia zjeść dwa pączki i jeszcze coś wpadło po drodze. Tłumaczyłam się cały czas że po ciąży zrzuce, raz zrzuciłam drugi raz też się uda.


Dzień po porodzie ważyłam parę kilo więcej niż przed zajściem w ciąże. Byłam mega szczęśliwa.
Już pod koniec ciąży z zalecenia lekarza jadłam coraz większe posiłki by zwiększyć masę dzięciątka wiążąc to z przytyciem 20kg w ciąży.
Słuchająć położnej i health visitor zgodziłam się na implant antykoncepcyjny.
Powoli dochodziłam do siebie po ciężkim porodzie, po ciężkim połogu, jadłam coraz zdrowiej, chodziłam na dłuższe spacery i czekałam aż lekarz da mi zielone światło na ćwiczenia.
I tu się zaczęły schody. Naglę zaczęłam tyć, nogi jak salceson, brzuch jak u ciężarnej, czułam się ociążała, zmęczona, czułam się okropnie. Wraz z implantem dostałam 20kg ekstra w gratisie.
Przeszłam załamanie nerwowe, i kto obok mnie był? A no słodycze.
Ciasteczka,lody,batoniki, słodkie bułki itp. 
Były moimi pocieszycielami, w głowie słyszałam "Zjedz coś słodkiego i tak jesteś gruba" "Jesteś otyła świnia, zjedz coś słodkiego będzie Ci lepiej" i tak non stop.


Z dość ładnej figury moje ciało wróciło prawie do tego od czego zaczynałam pare lat temu.
Załamałam się, przepłakałam pół nocy i następnego ranka powiedziałam dość.
Przecież niedługo dostane jakiejś psychozy od myślenia o słodyczach.
Przeliczyłam na szybko ile pieniędzy tygodniowo wydaję na słodycze, olaboga złapalibyście się za głowę bo przecież zamiast zjeść coś normalnego na szybkiego jadłam batona+bułke i kubeł kawy i tak żyłam przez pewien okres czasu.
Postaowiłam się wziąść za siebie, za ten akuratnio problem, bo to jest duży problem, i z tego nie zdajemy sobię sprawy dopóki na trzeźwo nie przemyślimy ile pieniędzy na to tracimy i jakie korzyści nam daje. Dużo pieniędzy i zero korzyści. Chwilowa przyjemność i dodatkowe kilogramy.
Od jakiegoś czasu zmotywowałam się by nie jeść niczego słodkiego, codziennie zapisuję sobie dokładnie czy zjadłam czy nie, a każde pomyślenie o słodkim zapijam wodą, plus wartość tego co bym chciała zjeść wrzucam do skarbonki.


Odkąd wydrukowałam sobię grafikę i mam ją przyklejoną na ścianie i widzę plusy czuję się jeszcze bardziej zmotywowana do tego by nie jeść nic słodkiego bo prawde mówiąć nic dobrego mi one nie dają. Nigdzie się również o tym nie chwaliłam, również mojemu mężowi nic nie wspominałam, dopiero kiedy zakończyłam parę tygodni bez słodyczy pochwaliłam się rezultatem. 

Bardzo duża część społeczeństwa ma problem z pożeraniem znaczącej ilości słodyczy. Dużo moich znajomych, wiele kobiet w grupach pisze że ma z tym problem i nie potrafi sobie z tym poradzić. 
STOP.
Przystopujcie, sprawdźcie tak naprawdę czy macie mały czy duży problem, zróbcie rachunek sumienia, podliczcie ile wydajecie na słodycze. 
Nadmiar cukru wywiera śilny negatywny efekt na Nasz mózg, powoduje senność, zaniki pamięci, wprowadza Nas w stres lub depresję. Powoduje ubytki w zębach oraz przyrost wagi oraz zwiększa Naszą tkanę tłuszczową, tłumi również Naszą odporność immunoligiczną.


A teraz zastanów się czy to wszystko jest warte chwili przyjemności?
Wiele lat mineło nim doszłam do punktu gdzie zobaczyłam że cukier uzależnia. Dość długą drogę przebyłam by uwolnić się od głupkowatych myśli na temat zjedzenia batonika. Sporo kasy mnie kosztowała chwilowa przyjemność gdzie tak naprawdę mogłam wydać te pieniądze całkiem inaczej.

Jeszcze na sam koniec z przyjemnością chcę Was zaprosić do mojej grupy na FB
Gdzie znajdziecie pomoc w gubieniu zbędnych kilogramów i oczywiście wsparcie w wyjściu z nałogu cukrowego.
Nie wiem jak Ty ale ja...Jestem z siebie dumna!

**wszystkie obraźliwe komentarze będą usuwane**

37

3 czerwca 2017

Wzięłam ślub z obleśnym staruszkiem.

Cześć. 
Z racji zbliżającej się rocznicy Naszego poznania się, (tak, to już na dniach mija 9 lat odkąd Nasze życie połączyło się w jedno) i dzisiaj chciałam po przypominać sobie stare lata wraz z "tą kontrowersyjną notką" z mojego onetowskiego bloga.
Świetlne lata temu, kiedy jeszcze byłam piękna, młoda i bez zmar pod oczami, traf chciał że jedna z moich notek wylądowała na głównej stronie onetu. Dzięki temu również zdobyłam wiele znajomości które trzymają się do dziś <3.
Wracając, dla przypomnienia może wrzuce parę fajnych komentarzy.


"Miła Paulinko ! Co Ty tam robisz, gdzie są Twoi rodzice ? Czy uważasz, że jesteś już na tyle dorosła, że możesz wiązać się z tyle lat starszym facetem ? Ja śmiem wątpić. Jesteś jeszcze dzieckiem, w tym wieku powinnaś chodzić do szkoły a nie rodzić dzieci, w tym wieku powinnaś bawić się i uczyć życia. Nie będę komentował Twojego związku bo dla mnie to żaden związek tylko normalne wykorzystywanie młodej dziewczyne przez dużo starszego faceta, to chowanie sobie opiekunki na stare lata…ja jako facet nigdy bym nie był z kobietą przy tak dużej różnicy wieku obojętnie w którą stronę. "

"jaka milosc!!!!!!!!!!!!!! to jest wyrachowanie ze strony obu stron , on kocha jej mlode cialo ona jego kase i opikunczosc, zastanawiam sie ze gdyby nagle taki stay facet zostal bankrutem , gdzie by byla milosc , napewno pojawila by sie nastepna , jestescie dziewczyny bez wstydu ze sie obnosicie z tym , to jest obrzydliwe kochac sie z wacetem ktory moze byc waszym dziadkiem lub ojcem . jak wam nie wtyd waszych rodzicow czy rodzenstawa , co ma dla was wartosc najwieksza ,,,, tylko prosze tego nie nazywac moloscia,,,,"

Na sam począteczek skomentuje sobie te dwa komentarze które pojawiły się na blogu. Oczywiście wszystko anonimowo no i z bykami ortograficznymi widocznymi na kilometr ;)
Jak już pisałam w ostatniej notce Chojrak w necie, pizda w świecie.
Zacznijmy od tego że moi rodzice nigdy nie ingerowali w mój związek, co więcej na samym początku skłamałam co do jego wieku. Tak mnie przyślepiło że nawet nie zapytałam ile ma lat a kiedy mama zapytała
Paulina ile on ma lat?
Mamo chyba 26.
Dopiero po długim czasie dowiedzieli się ile ma lat. Oczywiście wyrachowanie obu stron no bo jakby to nie było.Kiedy oboje się poznaliśmy, ja byłam durną nastolatką z kieszonkowym które zarabiałam sprzątając mieszkania po remontach i pilnowałam małego gnoja, tak gnoja bo oskarżył mnie o kradzież i bicie :O Nie miałam również zajebistego ciała ani zajebistej twarzy. Zawsze się zastanawiałam co on we mnie widział.

"Uwierzę w taką spontaniczna miłość między dwoma osobami z różnicą wieku o pokolenie, gdy przydarzy się ona dwudziestoparolatce i emerytowi(renciście) z 800zł emeryturą. Czy na tym blogu któraś się zgłosi?" 

On za to był takim bogaczem że nie wiedziałam za którą kartę do bankomatu się wziąść.
Za tą na której miał kredyt czy za tą gdzie miał zasiłek dla bezrobotnych...
I tak, posiada dom, którego do dzisiaj z przyczyn których nie bede wyjawiać jeszcze do dziś nie mogliśmy zamieszkać i tak, po latach 50% tego domu jest moje. No i ten mój bogacz 2 lata temu zapronował mi przepisanie całego domu na mnie. Ouf...jak dobrze, już szykuję papiery rozwodowe.
Wspomnę też o jego obrzydliwym ciele które jest tak zajebiście wysportowane że kiedy ściągał ciuchy do seksu szczęke zbierałam po podłodze.


"róbcie co chcecie ale patologia sie szerzy"

"To absolutnie nie jest głupota. To jest jedynie obleśne. Nie wymiotujesz jak taki stary oblech leży na tobie? Mam nadzieję że nie jesteś urażona, pytam czysto z ciekawości."

"Też tak uważam, że miłość jest ślepa, jeżeli młoda dziewczyna jest ładna to dla pięniędzy bierze sobie o 20-lat starszego faceta, no chyba że jest brzydka i nie ma powodzenia to już bierze byle co, stary nie stary byle by ją chciał."

PATOLOGIA!!!! Jak ja kocham to słowo! Odsyłam na wikipedię by sprawdzić co oznacza tak częste nadużywane słowo PATOLOGIA. O patologii również pisałam w poście Wszystko wiedzące madki polki.

"Jak pomyslę że mnie by mogło coś takiego spotkać to włosy mi siwieją – mam 46 lat mąż o 3 lata starszy i to jest normalne mamy dwoje dorosłych dzieci , wnuka ( w związku 31 lat) jest ok – a ze starcem co bym teraz robiła pierdziała w stołek albo po szpitalach jeździła , uf jak dobrze że miałam poukładane w głowie za młodu – to tyle w temacie"

Komentarze które tutaj wkleiłam to tylko część tak naprawdę wszystkich komentarzy. Oczywiście skupiając się tylko na tych negatywnych komentarzach. Aczkolwiek pozytywych komentarzy również było dość dużo i do dzisiaj wiele par do mnie piszę w sprawie zwiążku z dość dużą różnicą wieku.
Lata temu, kiedy jeszcze nie byłam odporna na codzienny hejt, te komentarze doprowadziły mnie do załamania nerwowego które skończyło się na pogotowiu, doprowadziły mnie do zwątpienia chociaż nigdy nie mówiłam tego publicznie. Na szczęście mój rozum i serce wygrał i dzisiaj świętuję swoją miłość codziennie.


Pierwsze lata Naszego związku nie należały do łatwych. 
Ja miałam totalną burzę hormonów,jestem człowiekiem z dość trudnym charakterem, za to on jest człowiekiem dość upartym. Przez wiele lat uczyliśmy się wzajemnej rozmowy, nie zatajania przed sobą problemów, czy nie rozmawiania bo lepiej iść spać "Bo on/ona nie przyznała mi racji".
Od dnia kiedy zadzwonił telefon a ja usłyszałam "Paulina, miałem wypadek, wpadłem w poślizg,dachowałem pare km gdyby to była moja pora miałbym prent wbity w serce i już bym nie zadzwonił", tego dnia biegłam w tamtą stronę, pod góre, 5km, zapłakana w deszczu...Tego dnia przyrzekliśmy sobie że nigdy nie pójdziemy obrażeni spać. I tak jest do dziś.

Wiele lat upłyneło nim doszłam do pewnego miejsca w swojej osobie gdzie czułam się spełniona sama ze sobą. Już nie robiłam awantur o byle co, nie czepiałam się z dupy o byle co, zauważyłam że mam kogoś specjalnego obok siebie a nie wroga. Z takich bądz innych przyczyn sporo lat mi zajęło bycie taką jaką jestem dziś. Uwierzcie mi że gdybyście mnie poznali tak z 10 lat temu, nikt by nie uwierzył że to ja.


Ten człowiek o którym 90% osób które go nie znały i nazywały starym, wyrachowanym oblechem trzymał mnie za ręke od dnia 09/06/2008 do dnia dzisiejszego.
Kiedy ja płakałam przy teście ciążowym on mnie trzymał za ręke.
Kiedy płakałam przez hejty to on nastawiał swojego ramienia.
Kiedy ja rodziłam jego córki, trzymał mnie za ręke od wejścia na porodówkę do momentu kiedy położyli mi na pierśi Albę a potem Sofię.
To on jako jedyny (nawet bardziej niż ja) wierzy we mnie zawsze na 100%, po mimo wielu złamanych obietnic, nie mówię tu o zdradzie, tylko o metach które ja sobie nałożyłam a czasem nie potrafiłam dotrzymać ich do końca.
Kiedy wsiadałam do samolotu po lepsze życie to on mnie wspierał, on ze mną stał i płakał, on obiecywał że będzie dobrze i jest.
To on codziennie swoimi czynami i słowami pokazuje mi swoją miłość.
To on stara się być lepszym człowiekiem dla mnie i dla Naszych córek.


Ale...żeby nie rzygać tęczą...
To on mnie wkurwia jak nikt inny :D
To jemu nie raz chciałabym przypieprzyć paletnią w łeb bo znowu coś komentuje czego nie powinien.
To on mnie doprowadza do rozpaczy kiedy zostawia swoje kłaki brodowe na umywalce w zlewie.
To przeż niego wylałam sobie czarny lakier do paznokci na sukienke ślubną :P
To przez niego mam obsesje na punkcie sprzątania. (Tak, tak ta menda mnie ganiała do sprzątania,ale szczerze mówiąć to ja byłam wielką bałaganiarą o.O).
To on mnie denerwuje swoimi wypowiedziami kiedy opowiadam mu jakieś postępy hejtowskie w moją stronę "To przestań pisać, ja nie piszę i zobacz jaki jestem szczęśliwy :P "
To on się mnie czepia kiedy deptam mu po świeżo posianej trawie :P
I tak mogłabym wymieniać i wymieniać.


Spotkanie tego człowieka było i jest najlepszym co mnie spotkało w życiu.
Gdyby nie on, nie miałabym dzisiaj dwóch wspaniałych córek, wspaniałej odwzajemnionej miłości no i zajebistego seksu nie okłamujmy się.
Przeszliśmy wiele razem, od jedzenia postnego ryżu raz dziennie bo stać Nas było tylko na rachunki i podstawowe rzeczy wtedy dla Alby, do posiadania prac które wykończyły Nas psychicznie, do wielu potyczek osobistych, do zmiany kraju, z pięknej Hiszpanii do deszczowej Anglii, do mieszkania w 15m2 we czworo, kończąc na stabilności rodzinnej.
Ale najważniejsze.
Przetrwaliśmy tak jak sobie obiecywaliśmy.
"Na dobre i na złe, zawsze razem, patrząć w tą samą strone idać wspólnie za rękę"
I tego sobie życzę na następne 9 lat <3


Kocham Cię. 
Nasza miłość zmienia się. 
Tak jak my, z każdym dniem. 
💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜
Widziałam w Twoich oczach tamten blask.
Kiedy mówiłeś kocham pierwszy raz.
48
25 maja 2018 roku zacznie obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako "RODO", "ORODO", "GDPR" lub "Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych").. Zapoznaj się z zasadami przetwarzania danych osobowych. Treść polityki prywatności jest zgodna z wymogami regulacji o ochronie danych osobowych obowiązującej od dnia 25.05.2018 r.
copyrigth_by_pau. Obsługiwane przez usługę Blogger.